Nietzsche
-
Mój znajomy, bardzo zwiędły pięćdziesięciolatek, pragnąc imponować, głośno wyraża swój podziw dla filozofów i mędrców. Nauczył się nawet paru nazwisk i powołuje się na nie przy każdej okazji. Frazesy, tak zwane złote myśli, mądrości ze ściennych kalendarzy, tako rzecze Nietzsche, tak mówił Heraklit, tak twierdził Kant. Po cichu natomiast oddaje się – jak większość pięćdziesięciolatków,
-
Frèdèric Gros „Filozofia chodzenia”. Krótkie, interesujące eseje o przypadłości bardzo pospolitej wśród twórców – samotne spacery, wędrówki. Nietzsche był piechurem niezmordowanym, Rimbaud to „człowiek o podeszwach z wiatru”, jak określał go Verlaine, Rousseau twierdził, że chodzić, wędrować znaczy żyć, że najsprawniej myśli, gdy chodzi, Thoreau, autor „Sztuki chodzenia”, człowiek, który przemierzył Stany, Genet, Nerval, Màrai,
-
Gustaw Herling-Grudziński (Dziennik pisany nocą 1973-79): 3 stycznia 1889 spadł w Turynie gęsty śnieg. W pokoju sublokatora było cicho od samego rana. Po obiedzie Davide Fino wyszedł z domu. Zaraz za zakrętem ulicy zobaczył z daleka dwóch policjantów prowadzących kogoś pod ręce, a po bokach gromadkę gapiów. Coś go tknęło, przyśpieszył kroku. Tak, prowadzonym był