Renan
-
Edmund i Juliusz de Goncourt, ”Dziennik”: Rzucam okiem na rodzinę narzeczonej, na matkę, braci, na nią samą. Straszne! Nakładają się na siebie, odpowiadają sobie, są niby seria modeli idiotyzmu w książce Esquirola; skóra w czerwonych smugach, skażona trądzikiem i blednicą; nosy ogromne, kretyńskie usta, policzki wydęte, oczy rozstawione, uciekające ku skroniom, jakby Pan Bóg ugodził
-
Bracia Goncourt, „Dziennik”. Znakomite portrety ich współczesnych Baudelaire: Obok je kolację Baudelaire: bez krawata, z nagą szyją i ogoloną głową, jakby szedł na gilotynę. Jedyny wykwint to ręce: małe, wymyte, wypielęgnowane, gładkie. Głowa szaleńca, głos tnący niczym ostrze. Pedantyczny sposób mówienia; atakuje Saint-Justa i trafia go celnie. Sainte-Beuve: Wysokie odsłonięte czoło łączy się z łysą