Sandor Marai
-
S. Màrai notuje w Dziennikach, że czasami czuje się „jak powracający z wojny krzyżowej rycerz, który dowiaduje się, że nie wytwarza się już pasów cnoty”. Najwyraźniej jest to doświadczenie, które w pewnym momencie przeżywa każde pokolenie, każdy z nas na pewnym etapie życia. Ja też coraz częściej jestem zdziwiony, że nikt już nie produkuje „pasów
-
Znakomita scena z pierwszego rozdziału powieści „Ziemia! Ziemia!” Sàndora Màrai. Opowiada w niej o swoich urodzinach w marcu 1944 roku, o gronie krewnych oraz znajomych, którzy zebrali się przy urodzinowym stole i nieuniknionej w tamtej sytuacji dyskusji politycznej. Wspomina o swoim kuzynie, który sprzyjał nazistom i zaciekle bronił swojej postawy. Gdy Màrai próbował podważyć sens
-
Sàndor Màrai komentując lekturę Tocqueville: „Dobrze wiedział, że pisarz nie odgrywa żadnej roli w społeczeństwie demokratycznym, jest niewygodnym świadkiem tam, gdzie większość nie pragnie niczego innego poza możliwie łatwo osiągalnym i pozbawionym ograniczeń dobrobytem. Pisarz odgrywa rolę tylko w społeczeństwie „arystokratycznym” gdzie przemawia do niewielu tak samo wykształconych jak on sam”. Dokładnie tak.
-
„Dziennik” Sàndora Màrai. Drugi tom, lata 1949-1956. O bogowie! gdybyśmy mieli choć jednego pisarza tej klasy w naszej literaturze i choć jednego człowieka tej klasy. Ale nie mieliśmy. Dzienniki Gombrowicza trudno czytać bez zażenowania, Iwaszkiewicz jest zbydlęcony i żałosny, Dąbrowska to czysty kabaret, inni, szkoda słów. Może jedynie Herling Grudziński, jego „Dziennik pisany nocą”, wyważony
-
Poputczyki islamu to termin zaproponowany przez znakomitego pisarza węgierskiego, Sandora Marài, i nie ma w tym przypadku, bowiem pochodził z kraju, który od stuleci narażony był na spotkania z tą tępą i gwałtowną ideologią. W Europie zresztą, nawet jeżeli brzmi to dziwnie, nigdy nie brakowało jej poputczyków. Już Erazm z Rotterdamu zapewniał, że ekspansję islamu
-
W 1949 roku przebywający na emigracji we Włoszech Sándor Márai zapisał w „Dzienniku”: „Istnieją trzy drogi życia: Odyseusza, Jezusa i Fausta. Reszta to podatnicy”.
-
Sàndor Màrai: Język francuski jest rzeczywiście jednym z największych cudów ludzkości. Wprost nie sposób bardziej zachwycająco, pociągająco, fascynująco opowiadać o własnej potworności, niż to czyni Rousseau po francusku, relacjonując, jakim to odrażającym łajdakiem był przez całe życie.