Najwyraźniej zapomnieliśmy już, że jednym z warunków tolerancji powinno być dobitne i jednoznaczne określenie tego, czego nie wolno tolerować. Czy można tolerować wrogów tolerancji? Czy można tolerować gwałt, przemoc i ludobójstwo? Czy każdy ma prawo do swobodnego wygłaszania, propagowania lub – tym bardziej – egzekwowania swoich poglądów? Już sam fakt, że bierzemy pod uwagę abberacyjne hipotezy czy idee oznacza, że torujemy im drogę, propagujemy je w ten sposób, pozwalamy im zaistnieć. Imię Herostratesa, pierwszego terrorysty w dziejach ludzkości, skazanego na śmierć za podpalenie efeskiego Artemizjonu, miało być słusznie wymazane ze wszystkich pisanych dokumentów, by nigdy nie przetrwała o nim żadna pamięć. Niestety, głupota Teopompa z Chios, greckiego historyka niskich lotów, utrwaliła jego imię, zgodnie z jego nędznym zamiarem. I to jest to, co uprawiamy dzisiaj – jesteśmy żywą tubą wszelkiej maści terrorystów i zbrodniarzy.