Sting czyli Gordon Matthew Thomas Sumner

Sting wydaje się być nieśmiertelny. Znów wszędzie go pełno, od Warszawy po Paryż, gdzie wystąpił niedawno na inauguracyjnym koncercie w odnowionej sali Bataclan. Przyzwoity, zacny facet, który robi zacną i przyzwoitą muzykę, a na dodatek współpracuje z Amnesty International, bo bardzo leżą mu na sercu prawa człowieka i nie może przejść obojętnie wobec ewidentnych przykładów ich łamania. Tak samo zaangażowany jest w problemy ekologii, ze „specjalizacją” dżungla nad Amazonką, którą próbuje ratować jak tylko potrafi. Sting to żadna tuzinkowa postać. To prawdziwy ambasador kultury, który podpisuje się pod każdą imprezą, jeżeli tylko jest politycznie poprawna. Facet ponadto od wielu lat stosuje dietę makrobiotyczną, uprawia jogę oraz tantryczny seks, jak zwierzył się ostatnio w magazynie „Harper`s Bazaar”, piśmie tak błyszczącym od gwiazd i gwiazdeczek, że można oślepnąć czytając bez okularów do spawania. „Cały sekret seksu tantrycznego polega na maksymalnym zbliżeniu żołądka do kręgosłupa przy jednoczesnym zachowaniu oddechu. Dzięki temu nigdy nie tracisz kontroli nad tym, co w danym momencie robisz. Kończysz wedle własnej woli. Seks może trwać i pięć godzin”. Piękne i proste – zbliż żołądek do kręgosłupa przy jednoczesnym zachowaniu oddechu i jesteś erotyczny heros, seksualny tytan jak Sting. Muzyk i jego żona Trudie spędzają więc wiele czasu w sypialni, na maksymalnym zbliżaniu żołądka do kręgosłupa, tudzież erotycznych przebierankach, bo to też oboje bardzo lubią, a Sting szczególnie. Występując w duecie z Shirley Bassey przebrał się za kobietę. „Zrobiłem to po raz pierwszy. Dzięki temu nabrałem nowego szacunku do kobiet.” Metoda gorąco polecana wszystkim mizoginom. I jakże prosta.

Kiedy Sting nie uprawia maratońskich sesji w seksie tantrycznym i nie ratuje dżunglii w Amazonii, wtedy występuje. Wystąpił między innymi na koncercie u córki uzbeckiego dyktatora Islama Karimowa. Karimow jest znany z wtrącania do więzień przeciwników politycznych oraz ewidentnych przykładów łamania praw człowieka. Mufazar Avazov, opozycyjny uzbecki dziennikarz, został zamordowany starą, wypróbowaną mongolską metodą – czyli przez … ugotowanie. Sting nie uważa jednak występu w Uzbekistanie za błąd. Oświadczył, że jest „świadom okropnej reputacji uzbeckiego prezydenta na polu praw człowieka i środowiska”, a mimo to zdecydował się na występ. „Przekonałem się, że bojkoty w sferze kultury są nie tylko nieskuteczne, ale także przynoszą efekty odwrotne do zamierzonych. Bojkotowane kraje dalej są pozbawiane otwartej wymiany myśli i sztuki; w efekcie stają się jeszcze bardziej zamknięte, paranoiczne, zaściankowe”. To wyjaśnia, dlaczego Sting nigdy nie wystąpił z żadnym koncertem w RPA, kiedy była to jeszcze RPA. Sting nie miał nic przeciwko temu, by Południowa Afryka stała się jeszcze bardziej zamknięta, paranoiczna i zaściankowa. Z tego samego powodu nigdy nie zaszczycił swoim koncertem Izraela. Ale może tajemnica leży gdzieś indziej? Może ani RPA ani Izrael nie były w stanie zaoferować mu za występ sumy 2 mln funtów, jak uczynił to Karimow?

Może bojkoty w sferze kultury są nieskuteczne, jak głosi zacny Sting, ale jestem ciekaw, czy uważałby tak dalej, gdyby ktoś wpadł na pomysł, by zbojkotować jego?