Kobiety przez długie wieki uznawano za istoty lubieżne i występne, a zmysłowość miała być ich cechą koronną, na tyle niebezpieczną zresztą, że wymagała surowej i nieustannej kontroli. Przyjmowano bez zastrzeżeń, że kobiety nie są w stanie ani fizycznie ani moralnie panować nad swoim popędem seksualnym. Jakoś nikomu nie przeszkadzało, że w praktyce to jednak mężczyźni nagminnie używali przemocy fizycznej wobec kobiet, z gwałtem włącznie. Tłumaczono to tym, że to lubieżność kobiet prowokuje ich do tego rodzaju niechcianych, lecz usprawiedliwionych zachowań. Ten całkiem idiotyczny pseudoargument do dzisiaj zresztą nie uległ zmianie i wielu nadal kupuje go bez najmniejszych zastrzeżeń.
W XVIII wieku następuje zmiana. Od tego czasu mężczyźni zaczynają uchodzić za istoty o większym popędzie seksualnym, a kobiety zaczyna się postrzegać jako ofiary męskich żądzy. Obecnie okazuje się, że ten point of view jest bliższy prawdy i w dziedzinie miłości zmysłowej mężczyźni rzeczywiście są królami. Neurolodzy uważają, że „procesor seksualny”, ośrodek w mózgu odpowiedzialny za myślenie erotyczne, jest u mężczyzn dwa i pół raza większy niż u kobiet. „Jeśli chodzi o myślenie seksualne, mężczyźni dysponują międzynarodowym portem lotniczym, natomiast kobiety – podmiejskim lotniskiem dla prywatnych awionetek”, jak to wyraził jeden z naukowców. W następstwie tego mężczyźni myślą podobno o seksie co 52 sekundy, a kobiety – przeciętnie tylko raz na dzień. Statystycznie czy faktycznie?