Uwielbiam koincydencje. Zbieram je tak, jak niektórzy zbierają znaczki czy stare lampy. Pisałem o tym wielokrotnie. Echa tej mojej manii pobrzmiewają nawet na tym blogu, choćby we wpisie „Agni” z grudnia zeszłego roku.
Kilka dni temu zapisałem myśl, która zrodziła się w czasie niedawnej dyskusji: Tolerancja dla braku tolerancji jest niczym więcej jak obrzydliwym trzórzostwem. Dzisiaj K. pokazała mi wpis mego dawnego mentora i przyjaciela, Andrzeja Koraszewskiego, na Facebooku. Cytuje on Aayan Hirsi Ali: „Tolerance of intolerance is cowardice”. Może, Andrzeju, Rupert Sheldrake miał trochę racji i jego wyśmiewane pole morficzne jednak istnieje? Co o tym sądzisz?