Marzenie o zacnych kosmitach

Sporo artykułów w prasie ze spekulacjami o istnieniu gdzieś w Kosmosie obcych i niemal bez wyjątku wszystkie utrzymane w tonie płaczliwej tęsknoty za takim spotkaniem, a niektóre nawet z cieniem pretensji do obcych, że ociągają się z wizytą na naszym pięknym i gościnnym globie, choć byłoby to wysoce wskazane, bo bardzo potrzebujemy ich pomocy i technologii.

Cóż, zgodnie z paradoksem Fermiego istotnie powinno istnieć wiele zaawansowanych technicznie pozaziemskich cywilizacji. Droga Mleczna liczy około 400 miliardów gwiazd, co jest cyfrą abstrakcyjną, a tylko w obserwowanym Wszechświecie jest ich 70 tryliardów, czego w ogóle nie potrafimy sobie wyobrazić. Nawet gdyby więc przyjąć, że inteligentne życie pojawia się na bardzo znikomym procencie planet, to wciąż powinno istnieć mnóstwo cywilizacji nawet w naszym najbliższym sąsiedztwie, czyli w Drodze Mlecznej. Ale wszystko jest do pomyślenia. Także i to, że jesteśmy sami w całym beznadziejnie nieskończonym kosmosie. Czemu nie? Tyle tylko, że w gruncie rzeczy nie ma to żadnego znaczenia –  tak samo jak i nasze spekulacje na ten temat. Cywilizacja, która byłaby w stanie dać nam znać o swoim istnieniu, musiałaby znajdować się na niewiarygodnie wysokim poziomie rozwoju. By dojść do takich szczytów potrzeba tysięcy, może setek tysięcy lat. Taka cywilizacja musiałaby być bardzo stara. Czy jest to możliwe? Czy jakakolwiek cywilizacja może przeżyć samą siebie? Każdy rozwój ma swoją cenę i w każdy rozwój wmontowany jest mechanizm zagłady. Im wyższy poziom tego rozwoju, tym wyższe prawdopodobieństwo totalnej zagłady. Młode, prymitywne społeczeństwa mogą być okrutne, i zwykle są, ale nie jest w ich mocy nieodwracalne zniszczenie życia na planecie czy samej planety. Im bardziej technologicznie zaawansowana cywilizacja natomiast, tym bardziej staje się prawdopodobny taki scenariusz; dopiero wtedy pojawiają się wszystkie „niezbędne” ku temu środki. Inteligentne życie zawsze zmierza do samozagłady, cywilizacje technologiczne mogą niszczyć same siebie jeszcze przed lub niedługo po osiągnięciu poziomu kosmicznych lotów i można sądzić, że reguła ta dotyczy nie tylko nas. Samozniszczenie może też być paradoksalnym rezultatem ewolucyjnego sukcesu, jego niechcianym skutkiem ubocznym. Nasz Zegar Zagłady wskazuje już dziś 23:57:30, a przecież tak niedawno, bo ledwie wczoraj wyszliśmy z jaskiń. Czemu pozaziemskie życie nie miałoby podlegać analogicznej presji, czemu nie miałoby być podatnym na identyczne zagrożenia? Istnieje też możliwość, że wszystkie zaawansowane cywilizacje osiągają w pewnym momencie poziom technologicznej osobliwości i stają się cywilizacjami „postobcymi”, co oznacza, że żadna dalsza komunikacja z nimi nie jest już możliwa. I oni nie komunikują się z nami, ale czyż my zabiegamy o to, by komunikować się z mrówkami?

Nie, nie dotrą do nas żadne dobroduszne zielone ludziki, w filmach science-fiction chętnie widziane jako babysitter dla naszych nieznośnych bachorów, żadni wielkoduszni kosmici z prezentami w postaci leków na raka i głupotę – jeżeli osiągnęli poziom rozwoju, który umożliwiłby im dotarcie do nas, to znaczy, że prawdopodobnie przestali już istnieć.