Indywidualizm? Nie ma już indywidualistów. Dzisiejszy indywidualizm jest wytworem zbiorowości, istnieje tylko w niej i tylko dzięki niej. Dzisiejszy intelektualista domaga się poszanowania swojej niezależności i swoich praw jako odrębnej jednostki, chce być sam sobie panem i okrętem, ale tylko wówczas, gdy nie musi sam na sobie polegać, kiedy owa quasi-niezależność jest sankcjonowana i podtrzymywana przez cały aparat społeczno-polityczny. Indywidualizm nie idzie już w parze z samowystarczalnością. Dzisiejszy indywidualista potrzebuje po pierwsze, warunków, w których bez przeszkód będzie realizował swoje marzenia (niebieskie włosy, śruba w nosie, filiżanka w uchu, swastyka na piersi, narkotyki w żyłach, konkubinat ze świnką morską), a po drugie, zapewnienia, że w razie, jeśli mu się nie powiedzie, jeżeli zrobi coś durnego lub szkodliwego dla siebie czy innych, co zresztą jest niemal stuprocentowo pewne, to wówczas od razu na pomoc przybiegnie Państwo-Mamuśka, nakarmi go, pogłaszcze po główce, włoży pieniądze do jego kieszeni i jeszcze skarci wszystkich, którzy perfidnie czychają na jej pupilka. On może mieć wszystko w dupie, ale nie mieści mu się w jego ciasnej mózgownicy, że jego też ktoś może mieć w dupie.