Koniec historii

Koniec historii wcale nie polega na tym, że nic się już nie dzieje, lecz na tym, że dzianie się jest pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. Gdy historię możemy rozumieć na nieskończenie wiele sposobów, przestaje ona być prawomocną opowieścią o dziejach. Wirówka zdarzeń. Rzeczywistość wypełnia się znakami, które nie odsyłają do niczego poza samymi sobą, a naszą podstawową aktywnością społeczną jest przecież wymiana znaków. Gdy znaki wyzbywają się znaczeń, stają się puste i jałowe, kończą się też nasze możliwości porządkowania świata, bo nieprzerwana cyrkulacja znaków nie pozwala układać zdarzeń w jasne relacje „przyczyna-skutek” albo „znak-znaczenie”. Tym samym rzeczywistość traci swoje drugie dno, nie skrywa już niczego. Powierzchnia świata jest jego głębią – jest wszystkim, co naprawdę istnieje. Istnieje bowiem tylko to, co widać, ale właśnie to, co widać, przestaje dzisiaj istnieć. Znaki, które nas otaczają, nie skrywają już żadnych odniesień, nie udają nawet odsyłaczy do rzeczywistości, której nie ma. Jeżeli do czegoś odsyłają, to tylko do siebie nawzajem – świat  stworzony w imię uznania każdej odrębności pożera wszelką indywidualność.