Na Początku

Podobno na Początku nie było życia płciowego. Początki życia były beznadziejne niczym droga donikąd – jednokomórkowe organizmy, nie znając płci, kopiowały się tylko bezrozumnie i w nieskończoność. Dopiero przed mniej więcej miliardem lat dokonało się coś, co radykalnie i sensownie zmieniło tę obrzydliwą monotonność – dwie komórki połączyły się, przekazując sobie nawzajem swój materiał genetyczny. Pojawiło się rozmnażanie płciowe, narodził się seks i cała różnorodność życia.

Zoolog Matt Ridley zastanawiał się kiedyś, jak wyglądałyby losy ludzkości bez życia płciowego. Jego wizja jest mało pociągająca: moglibyśmy mnożyć się bez problemu, ale nigdy nie stworzylibyśmy ani imperiów ani kultury. W tym pięknym, bezpłciowym świecie, do którego dziś tęskni paru idiotów kwiaty nie wydawałyby kwiecia, pyłków ani pylników kwiatowych, brunetki nie farbowałyby włosów na blond, na pustyni w pobliżu egipskiej Gazy nigdy nie wyrosłyby piramidy, naszych uszu nie cieszyłyby dźwięki sonat i symfonii, a ptaki – zakładając, że istniałyby – z pewnością nie umiałyby śpiewać.