Fenomen tych, którzy powinni być razem i nie mogą być razem, bo kiedy są razem prędzej czy później zaczynają się zabijać. Nie mam tu nawet na myśli Elizabeth Taylor i Richarda Burtona czy Fridy Kahlo i Diego Rivery, te przykłady są już wyświechtane nadmiernym używaniem przy każdej okazji. Mam na myśli zwykłych ludzi z sąsiedniego domu, z tej samej ulicy, ludzi, których pełno w twoim i moim mieście, w twoim i moim życiu. Na czym polega ten fenomen, że ludzie, którzy bez wahania oddaliby życie za tego drugiego, gotowi są sami tego drugiego życia pozbawić? Jak myślisz?