„Gra w klasy”, Cortazara. Przeglądałem niedawno tę powieść raz jeszcze i coraz bardziej jestem przekonany, że na obwolucie tej powieści, tam, gdzie zwykle widnieje nazwisko autora, powinno być: Zofia Chądzyńska według Cortazara. Tak powinno to wyglądać w polskim wydaniu tej powieści. To Zofia bowiem napisała tę powieść, która kiedyś tak nas zachwyciła. Dzisiaj lepiej rozumiem moje rozczarowanie, gdy wypożyczyłem „Grę w klasy” w szwedzkim przekładzie. To nie była ta powieść, którą znałem. To nie była ta powieść, która mnie uwodziła, z którą spałem i podróżowałem, która towarzyszyła mi w dobrych i złych chwilach. Nic z tego luzu, nic z tych intelektualnych fajerwerków, nic z tego zachwycenia, z tej swobody, które wypełniają polski przekład. Wtedy, czytając, bez wahania przypisywałem to kiepskiemu tłumaczeniu i sklerotycznej sztywności języka szwedzkiego. Dziś myślę, że tłumaczenie szwedzkie było śmiertelnie wierne oryginałowi. Traduttore traditore. To Zofia była tym zdrajcą. To ona napisała „Grę w klasy” od nowa, tak, jak ta powieść powinna była być napisana. Teraz rozumiem, dlaczego Cortazar był tak zdziwiony i zaskoczony szaloną popularnością tej powieści – a tym samym i swoją własną – w Polsce.