Gdyby

Całe nasze życie jest nieustannym dialogiem między tym, co mogłoby być, a tym, co już jest. My sami jesteśmy rezultatem genetycznej loterii, bo choć jesteśmy, kim jesteśmy, z konkretnym wyposażeniem psychofizycznym, to równie dobrze przecież mogliśmy być kimś innym, mieć inny nos, mniej odstające uszy, pogodniejsze usposobienie, inny kolor oczu, gdyby tylko jakiś inny spośród milionów plemników, wytworzonych przez naszego ojca, zdołałby zapłodnić jajo naszej matki – jajo, które również jest tylko jednym z wielu mogących ulec zapłodnieniu. Tymczasem połączenie tego jednego plemnika i tej jednej komórki jajowej doprowadziło do podziału tej ostatniej, z niej powstały kolejne dwie, a następnie cztery komórki, potem maleńka kuleczka i wreszcie niewielki pęcherzyk. W końcu w tym mikroskopijnym i rosnącym organizmie wyodrębniło się kilka komórek, które rozpleniły się stopniowo, aż utworzyły masę kilkudziesięciu miliardów komórek nerwowych – dzięki nim możliwe stało się czytanie i pisanie, poezja i geometria, muzyka i zbrodnia, fanatyzm i gra na fortepianie …

I to coś nieustannie żyje na granicy tego, co mogłoby być, a tego, co jest jego udziałem, na granicy między tym, co go spotkało, a tym, co mogło go spotkać. A gdyby tylko jeden gest, zmrużenie oczu, kropla deszczu, chwila nieuwagi, jakiś kaprys …