Poświęcenie

Poświęcenie. Protestowałem zawsze, gdy ktoś zaczynał natarczywą wyliczankę jakichś historycznych nieboszczyków, którzy podobno poświęcili dla mnie swoje życie. Nigdy nie dałem sobie wmówić, że ktoś przelewał za mnie krew, że z myślą o mnie oddał swoje życie. Protestowałem gwałtownie, ilokroć podobnymi argumentami szermowali rodzice, przypominający swoim dzieciom, że poświęcili dla nich swoje życie. Uważałem i nadal uważam, że ci, którzy żyli przed nami mieli swoje własne sprawy i swoje własne życie, które przeżyli i zamknęli zgodnie z jego wewnętrzną logiką. Żyli dla siebie i umierali za siebie. My, którzy żyjemy obecnie, także żyjemy dla siebie i umrzemy za siebie. Nigdy nie uwierzę, że ktoś świadomie poświęca swoje życie dla przyszłych pokoleń. Już prędzej uwierzę w to, że ktoś dla przyszłych pokoleń pisze powieści, komponuje symfonie, wznosi katedry, rzeźbi czy maluje obrazy, ale i to jest wątpliwe. Piszemy powieści, bo musimy je napisać, choćby nikt nigdy nie miał ich czytać, i tak samo komponujemy, wznosimy katedry i malujemy obrazy. To, co nazywamy naszym dziedzictwem (w  najlepszym i najgorszym tego słowa znaczeniu), jest jedynie sumą, w najlepszym razie niezamierzonego, a w najgorszym świadomego egoizmu poprzednich pokoleń. Mona Liza nie dlatego powstała, abym ja ją oglądał, Giordano Bruno nie dla mnie bronił swoich przekonań przed Inkwizycją, a ja nie z myślą o tobie napiszę moje kolejne powieści. Żaden Chrystus nie umarł za nas. Ani za ciebie, ani za mnie. Nic nie robimy dla innych – i to jest najlepsze, co dla innych możemy zrobić.