Problem władzy jest problemem wertykalnym. W przestrzeni władcy nie może być nikogo poza nim samym. Tylko on i samotność. To, nad czym ma władzę, nad czym góruje, czym włada praktycznie nie istnieje, bo jest niżej. Jest ujarzmione, pokonane, bez znaczenia. Nienawidzi tego nad czym nie panuje, czego nie może kontrolować, bo to samym swym istnieniem podważa jego władzę, zagraża mu. Musi dążyć do podporządkowania tego, do sprowadzenia tego w dół, do zniszczenia tego. Ale niszcząc to i podporządkowując traci szansę znalezienia towarzystwa w samotności, zachowania zdrowej równowagi. Władca w swojej samotności marzy o potrzebie „równego” i niszczy to marzenie, bo zagraża ono jego samotności, która jest atrybutem władzy. Gabinet władcy zbudowany jest z cegieł samotności. Władza jest kwiatem paproci. Zapewnia wszystko, ale nie pozwala dzielić się niczym – nawet lękiem, strachem, przerażeniem. Im większa władza, tym wyżej. Im wyżej, tym większy strach przed upadkiem. Im większy strach, tym więcej potworów. Im więcej potworów, tym więcej szaleństwa – gdzieś tutaj rodzi się marzenie o nieśmiertelności, bowiem nawet śmierć wydaje się być upadkiem …