Erotyzm

Moja próżność tańczy z radości po pani słowach, Barbaro – powiedział Bosan dwornie całując dłoń Modliszki – ale życie, w przeciwieństwie do pani, jest fatalnie wychowane i z reguły nigdy nie obdarza nas komplementami, nawet przez grzeczność. Przeciwnie, gdy jesteśmy młodzi drwi z naszej niedojrzałości, a na starość pogardza nami za to, że jesteśmy starzy. Zapewniam panią, że miłość fizyczna ludzi w moim wieku jest już zajęciem mało zabawnym – Eros lubi świeże obrusy na swoich ołtarzach. Pani wyobraźnia płata pani figla podsuwając wysublimowany obraz spotkania dwóch łagodnych smutków, dwóch melancholijnych barek obciążonych tysiącami nieważkich wspomnień, płynących po życzliwie sennych nurtach rzeki życia, dwóch samotności, złączonych w czystym i tkliwym uścisku, dwóch jesiennych istnień, wędrujących malowniczą aleją wyścieloną opadłymi liśćmi. Jest więc pani skłonna sądzić, że i erotyzm przesycają wtedy te same nostalgiczne barwy, ale w rzeczywistości obrazek ten wygląda całkiem inaczej. W moim wieku spotykają się w tym akcie dwie znużone dusze, dwa przewiędłe ciała, obie obolałe wątroby, dwa otłuszczone serca, podagra i reumatyzm, odciski na naszych stopach i zadyszka, osłabione oczy, sztywne, zardzewiałe stawy i sflaczałe mięśnie. Jest to randez-vous wszystkich naszych chorób, niedomagań, zawodów, rozczarowań, wszystkich niespełnionych marzeń i wszystkich zmarnowanych szans, całego smutku duszy i ciała. Ciało jest smutne, jak powiedział Mallarme, a na starość jest szczególnie smutne. Erotyzmu nie należy odkładać na jesienne wieczory naszego życia, gdy siedząc przy kominku popijamy ziółka i czujemy ziąb przenikający nasze kości, a zza okna dobiega nas zawodzący płacz banshee. Erotyzm to pojedynek drapieżników, pole bezlitosnych zmagań, gdzie nie ma miejsca na litość, wyrozumiałość, tkliwość, niedomagania czy choroby. Eros jest dzieckiem, Barbaro, wiecznym dzieckiem, niestrudzonym, okrutnym, sprawnym i beztroskim. Nie, erotyzm na moment przedtem nim zanurzymy w szklance naszą sztuczną szczękę, zażyjemy tabletki i nasmarujemy maściami nasze obolałe kości, to mało zabawne i równie mało estetyczne.

(frag. powieści „Urbs”)