Patrząc na obraz zastanawiamy się zwykle, co malarz chciał nam przekazać, dlaczego użył takich, a nie innych barw, co kryje się za jego wizją, jakie niesie treści. Patrząc na fotografię, nie mamy tego rodzaju pytań. A przecież ten, kto fotografuje, też ma pewien zamiar, pewien określony czy choćby przeczuwalny cel. Nie przypadkiem wybiera taki, a nie inny fragment rzeczywistości. I nie przypadkiem ten właśnie jej fragment przyciąga jego uwagę. Już sam fakt, że dokonuje wyboru, że pokazuje jedno i ukrywa coś innego, świadczy o tym, że fotografia wcale nie jest tak niewinna, jak zwykliśmy sądzić, żadna fotografia. Przekonałem się wielokrotnie, że dwoje ludzi, fotografujących – w tym samym czasie i z tego samego punktu – to samo miejsce czy zdarzenie, nigdy nie przedstawia dokładnie tego samego. Fotografie M., choć często robi je stojąc tuż obok, zawsze są inne i zawsze wyłuskują z tej samej rzeczywistości coś innego. I nie tylko dlatego, że ma inny aparat. Każdy fotografujący zaszyfrowuje w obrazie fotograficznym swoje wyobrażenie świata i, żeby zrozumieć owo wyobrażenie, trzeba odkryć ten szyfr. Fotografia nigdy nie jest li tylko bezmyślną kopią danego momentu rzeczywistości – zawsze chce nam coś powiedzieć, zawsze coś skrywa. Do tego dochodzą jeszcze wszystkie kłamstwa kolorowej fotografii. Ale i czarno-białej. Czerni ani bieli nie ma. I nie jest to metafora.