Czekając na pociąg

Nasza sąsiadka jest obecnie osobą starą i samotną. Nie zawsze była stara, ale zawsze była samotna. Nie wiemy o niej prawie nic, choć mieszkamy wspólnie w tym samym domu, my piętro niżej, prawie dwadzieścia lat. Jakiś zdawkowe pozdrowienia wymieniane, gdy zmuszeni byliśmy minąć się na schodach, banalne uwagi na temat pogody, nic ponadto. Zwykle przemykała się chyłkiem i śpiesznie, cicha i bezosobowa jak cień. Nigdy nie przejawiała ochoty, by nawiązać jakiś kontakt, nigdy nie porozmawialiśmy dłużej niż kilka minut i nigdy o niczym takim, czemu te kilka minut warto byłoby poświęcić. W zeszłym roku po raz pierwszy zapukała do naszych drzwi. Był koniec miesiąca, chciała płacić rachunki, a jej komputer przestał działać. Zdumiał mnie niewyobrażalny bałagan w jej niewielkim mieszkaniu na poddaszu. Potem wielokrotnie obserwowaliśmy ją w dość szczególnych sytuacjach: już od rana przesiadywała samotnie, coraz bardziej zaniedbana i apatyczna, na ławce w pobliskiej galerii handlowej, czasem siedziała tam jeszcze i wieczorem, pewnego dnia mijając samochodem hotel Radisson spostrzegłem ze zdumieniem, że wybiera niedopałki z dużej popielniczki ustawionej przed jego wejściem. Całkiem niedawno, późną wieczorną porą, zapukała do naszych drzwi ponownie. Tym razem chciała pożyczyć tabletkę od bólu głowy. Była zgarbiona, niechlujna, miała pusty wzrok i trzęsące się ręce, które chowała wstydliwie za plecami. Jej twarz wygląda niczym odbita w zagłębieniu łyżki. W zeszły piątek nasz sąsiad z piętra spotkał ją siedzącą na schodach przed wejściem do naszego domu. Była ubrana jak do podróży, a obok niej stała ogromna walizka. Wyjaśniła mu, że wyjeżdża i czeka właśnie na pociąg, ale ma jeszcze czas, specjalnie wyszła z domu znacznie wcześniej, żeby się nie spóźnić. Nie reagowała, gdy próbował jej powiedzieć, że pociągi nie kursują po naszej ulicy. Gdy wracał po kilku godzinach, wciąż jeszcze siedziała w tym samym miejscu czekając na pociąg. Inny sąsiad, widząc, że zapada zmrok i robi się coraz zimniej, zadzwonił po ambulans. Zabrano ją. Podobno jej walizka była tak ciężka, jakby wypełniona była  kamieniami.