Przepis na bestseller

Przepis na bestseller: weź w miarę sprawnego rzemieślnika literackiego, może to być autor jakichś w miarę dowcipnych felietonów lub sprawy dziennikarz sportowy, dodaj do niego wydawnictwo zorientowane w potrzebach rynku, dopilnuj, by powstająca książka w żadnym razie nie stawiała czytelnikowi większych wymagań, by broń boże nie była trudna w lekturze, by nie nudziła i w żadnym razie nie skłaniała do głębszych refleksji, zasugeruj natomiast, że może do woli prowokować, szokować, rozśmieszać i upieraj się przy tym, że musi to być książka, której lekturę można bez odrobiny żalu przerwać w dowolnym momencie, a kartkowanie i przerzucanie stron w poszukiwaniu zakończenia jakieś sceny czy co bardziej pikantnych kawałków nie tylko może, ale nawet powinno należeć do rutynowych, zalecanych zabiegów. I masz bestseller.