Błazen. Na początku był błazen. Z biegiem czasu, podobno ze względów humanitarnych, zlikwidowano tę szalenie pożyteczną instytucję. Wówczas pojawili się artyści, wszelkiego rodzaju artyści, aktorzy, malarze, pisarze, kompozytorzy, muzycy. Byli przeważnie źle opłacani i źle traktowani, żyjąc w nędzy lub na jej skraju. Ta grupa błaznów była bardzo wygodna. Chętnie i z własnej inicjatywy (jak wszyscy intelektualiści) dorabiali ideologię, która głosiła, że ich nędza jest dumnym znakiem ich cechu oraz przywilejem, a ich materialne ubóstwo świadczy tylko o ich duchowym bogactwie. Ówczesne elity nie bez powodu przyklaskiwały temu z zapałem. Chętnie sami propagowali i podtrzymywali ten mit. Dzięki temu mieli prawie darmową rozrywkę. Błaznami obecnie panujących nam mas – jak przystało na masę i zgodnie z jej upodobaniami – są więc głównie piosenkarze, aktorzy, sportowcy, dziennikarze oraz tak zwani celebryci. Trzeba przyznać, że masy, w przeciwieństwie do elit poprzednich wieków, są o wiele bardziej hojne i opłacają swoich błaznów po królewsku. Opłacają ich tak dobrze, że ich błazny awansują po pewnym czasie do elit i zaczynają pogardzać swymi chlebodawcami. Urocze.