Rosja bolszewicka to ponury świat bezdomnych, osieroconych dzieci, gnieżdżących się na śmietnikach, żyjących z rabunku, kradzieży i prostytucji, głodujących, chorujących na trąd, nosaciznę, syfilis i szkorbut. Ich liczba sięgała w latach dwudziestych ubiegłego wieku siedmiu milionów, z czego zaledwie kilkadziesiąt tysięcy otoczono – żałośnie niedbałą, nieporadną i wręcz pogardliwą – opieką państwa. Dzieci chore lub kalekie po prostu rozstrzeliwano, zmuszając wcześniej do samodzielnego wykopania sobie rowów na zbiorowe mogiły.
Ciekawe, że ani Zinaida Gippius ani Nina Bierberowa ani słowem nie wspominają w swoich obszernych relacjach z tamtych czasów o losach sowieckich dzieciach. Obie były zresztą bezdzietne.