Rozmowy z mężczyznami są śmiertelnie nudne i zniechęcające. W gruncie rzeczy są one zamaskowanymi negocjacjami i chodzi w nich przede wszystkim o to, by zapewnić sobie wyższą pozycję, przewagę, bo w tym hierarchicznym świecie, jakim jest świat mężczyzn, ważne jest, aby być nad kimś. W tym świecie nawet rozmowy są współzawodnictwem. Rozmowy kobiet są innym typem negocjacji i ustalenie hierarchii nie jest w nich wcale celem nadrzędnym. W tym przypadku chodzi raczej o to, by osiągnąć porozumienie, zgodę, by doprowadzić do zbliżenia.
Można więc powiedzieć, że w rozmowie zajmowałem zwykle kobiecą postawę, dążąc do porozumienia i zawsze w jakimś momencie odkrywałem, że jest to traktowane przez mego rozmówcę jako gest poddańczy, jako potwierdzenie jego przewagi. Mogłem mu przyznać tę urojoną przewagę, nic mnie to nie kosztowało, lecz i sama rozmowa w tym momencie traciła wszelki sens – nic z niej nie wynikało, bo i nie mogło wynikać.
***
… czas przypomina komórki, małe, hermetycznie zamknięte szkatułki, gdzie spoczywają zdarzenia. W pewnym takim prostokąciku znajdują się twoje oczy, zdumione i smutne. W innym zawarta jest chwila, gdy dostrzegasz mnie po drugiej stronie ulicy i bojąc się, że cię nie zauważę, gotowa jesteś wbiec na jezdnię, choć nadjeżdża tramwaj. W jeszcze innym są twoje wargi blisko moich oczu, i jest też i taki, który przechowuje nasze rozstanie i jest to najsmutniejsza szkatułka w zbiorach mojej pamięci.