Chciałbym wierzyć

Chciałbym wierzyć, że istniało kiedyś uczciwe, rzetelne, niezależne dziennikarstwo. Dziennikarstwo, które zajmowało się ujawnianiem sprzeczności,  niekonsekwencji i ewidentnych kłamstw, dziennikarstwo, które dbało o jakość sporu i jego język, które tworzyło i uwiarygodniało społecznie ważne definicje. Chciałbym wierzyć, że takie dziennikarstwo istniało. Chciałbym, chociaż w mojej – bez mała półwiecznej – historii życia w miarę świadomego niczego takiego nie przeżyłem i nie doświadczyłem. Jednak chciałbym w to wierzyć, bo przyjemna jest sama myśl o tym. Chciałbym w to wierzyć również i dlatego, że dzisiaj dziennikarstwo takie już nie istnieje. Obecnie dziennikarze pracują dla ugrupowań, stronnictw, frakcji, klubów, syndykatów, rozmaitych klik, koalicji i orientacji politycznych. Mamy prasę liberalną, prawicową, lewicową, czerwoną, zieloną, w kolorach tęczy, całkiem bezbarwną, plotkarską, prasę polującą na sensacje, skandalizującą. Problem w tym, że właściwie nie jest to dziennikarstwo, lecz natrętna i wulgarna propaganda, a dziennikarze przeobrazili się w rzeczników, propagatorów, akolitów, agitatorów, stronników, lobbystów i popleczników. Nie zmieniło się tylko jedno: odpowiedzialnością za ten stan rzeczy obarcza się jak zawsze zwykłych ludzi, pomstując na ich niekompetencję, bezdenną głupotę, niedojrzałość lub bierność.