… nie, nie rozumiem i nie uznaję tej pokrętnej logiki masochistów i cierpiętników, którzy wychodząc z założenia, że życie jest nietrwałe, że wszystkich nas czeka starość i śmierć zalecają, by obrazić się na życie, odwracając się od niego plecami, by uprawiać wyrzeczenia i spoglądać ku wieczności. Nie czuje pan śmieszności takiej postawy, zawartej w niej pychy, a nawet arogancji? Pustelnik, święty, asceta czy jakikolwiek inny entuzjasta absolutu wyraża bardzo prostą myśl: jeżeli dar, który otrzymałem nie jest trwały, wieczny i doskonały, to ja dziękuję za taki prezent, nie przyjmuję go i nawet nie będę otwierał, by dowiedzieć się, co jest w środku, nie interesuje mnie to, nie spełnia to moich oczekiwań. Nie uważa pan, że to dziecinna i dość prymitywna postawa? Podziwiani przez nas święci są ludźmi, którzy obrazili się na życie, odrzucając je, bo nie dorosło do ich wyobrażeń. Całkiem jak dzieci niezadowolone z prezentu od rodziców. Typowe popsuj-zabawy, zawsze skrzywione i skwaśniałe istoty, którzy dosypują cukru do benzyny, a w czasie karnawału, na balu, zamiast cieszyć się i tańczyć, manifestacyjnie czytają nudne filozoficzne rozprawy. Życie jest nietrwałe, czeka nas starość i śmierć, a więc tym bardziej powinniśmy cieszyć się każdym jego przejawem, każdym jego okruchem, każdym blaskiem, każdym jego zapachem … Obcy i wstrętny jest mi ten rodzaj filozofii, który utrzymuje, że przyjemność to złudzenie i że wszyscy, którzy używają rozkoszy nie pojmują niestałości rzeczy. Ależ pojmuję niestałość rzeczy, życie jest niestałe, ale tym bardziej je cenię i tym bardziej cenię rozkosz, której mi dostarcza. Myślę, że prawdziwą filozofią jest tylko ta, która gloryfikuje życie, jakiekolwiek ono jest i cokolwiek ono zawiera, tylko ta, która podpowiada mi, jak najpełniej korzystać z tego kruchego i pięknego daru, który otrzymałem i jak najpełniej go wykorzystać. Wszystko inne to brednie chorych, bezsilnych i przerażonych istot …