Inskrypcje nagrobne na naszych cmentarzach są lapidarne, nudne, pozbawione fantazji. Zwykle jest to jedynie statystyka, nazwisko i imię, daty urodzin i zgonu, jakiś przejaw egoizmu żywych, czyli mniej lub bardziej stereotypowe frazy o pamięci, miłości i tęsknocie, niekiedy upozowane, odświętne i niedorzeczne w tym miejscu fotografie. Inskrypcje nagrobkowe na naszych cmentarzach są formalne i uproszczone, przypominają zapiski buchaltera, przychód, rozchód, końcowa suma. Są sztampowe, nic nie mówią o zmarłych, nie wyrażają ani ich ani tego czym byli lub mogli być, nie zawierają żadnego osobistego przekazu; są mechaniczne, anonimowe i różnią się jedynie użytą czcionką. Przeciwnie antyczne nagrobki rzymskie. Tutaj zmarli przemawiają do żywych, opowiadają o sobie, dzielą się swoim życiem, swoim doświadczeniem i wiedzą, ostrzegają i zachęcają, a nawet żartują. Fortuna nie jednemu niejedno przyrzeka, a nie spełnia niczego. Z dnia na dzień żyłam, z godziny na godzinę, jako że nic nie dano nam na trwałe – kazała wyryć na swoim nagrobku Pryma Pompeia. Julia, wyzwolenica Gajusza, zachęca: Podejdź bliżej, przechodniu, i wypocznij chwilę. Nie godzisz się, odmawiasz? A jednak będziesz musiał tutaj wrócić. Ktoś inny dzieli się przekazem, którego nie powstydziłby się filozof: Nie było mnie. Nie ma mnie. Nie wiem nic. Nie moja to już sprawa. Na innej inskrypcji nie bez humoru prezentuje się aktor: Tu złożono Leburnę, mistrza gry scenicznej, który żył mniej więcej sto lat. Ileż razy umierałem! Tak jednakże nigdy. O dobre zdrowie dla was wystawiam się u bogów. Zdarzały się też rady nad wyraz praktyczne, jak ta, z nagrobka pewnego gladiatora: „Radzę dobijać tych, których powaliłeś. Rzymscy zmarli zachęcali do dialogu. Nasi zmarli są niemi. Nie pozwalamy im mówić.