Wątpliwy postęp

Rzymianie sensownie zarządzali podbitymi prowincjami. Wykorzystywali zasadę samorządu. Pozyskiwali do współpracy miejscowe elity, główne ludzi zamożnych, którzy zarówno mogli jak i chcieli kandydować na urzędy i do rad miejskich – najpierw jednak musieli wykosztować się na wybory i realizację wyborczych obietnic. Obejmowane przez nich urzędy nigdy nie były płatne, a często wiązały się ponadto z ogromnymi wydatkami na rzecz lokalnej społeczności. Poniesione koszty zwracały się, co prawda, ale w postaci chwały, prestiżu i wpływów. Do tego dochodziła także rywalizacja z dokonaniami innych wpływowych i znanych rodzin, co mogło być pomocne w awansie do elity ekwickiej czy senatorskiej. Sprytne. Zamiast płacić komuś za wykonywane obowiązki, proponowali, by zainteresowany karierą sam zainwestował w swoją przyszłość inwestując w lokalną społeczność przez budowę dróg, akweduktów czy budowli publicznych. Najpierw musiał zapłacić. Dopiero potem mógł ewentualnie kraść. Dzisiaj zatrudniamy biedaków, nie tylko płacąc im, ale i pozwalając kraść. Wątpliwy postęp.