Dekalog

Nie bardzo rozumiem, dlaczego wciąż jeszcze opłakujmy zgon Dekalogu. Nie okłamujmy się – wyłącznym jego adresatem był naród żydowski, a nie jakiś abstrakcyjny ogół ludzkiej populacji. Fakt, że chrześcijaństwo zdołało ów Dekalog do pewnego stopnia znowelizować, także jest sprawą bez większego znaczenia. Chrześcijaństwo od początku było genetycznie judeochrześcijaństwem i takim pozostało. Europa na tysiąc lat przed chrześcijaństwem miała swój własny Dekalog w postaci Maksym delfickich, zawierających podstawowe reguły etyczne świata helleńskiego. Zbiór ten był podstawą edukacji w Atenach już w VI wieku przed naszą erą. Znakomity grecki bizantysta N. Oikonomides słusznie powiedział, że w kwestii ich etycznego standardu możemy stwierdzić, że stoją na wyższym poziomie niż mozaistyczny dekalog, do tego bez roszczeń, by być słowem jakiegokolwiek Boga.

Kilka z ponad stu maksym delfickich: Znaj właściwy czas, Bądź sobą, Oskarżaj obecnego, Wiedząc mów, Władaj sobą, Ćwicz rozum, Stroń od cudzego, Nic w nadmiarze, Módl się o możliwe, Szanuj siebie lub słynne γνῶθι σεαυτόν czyli Poznaj samego siebie. Mądre, ludzkie zalecenia bez mieszania w to bogów i nadprzyrodzonych sił. Nie mamy powodu, by płakać po żydowskim dekalogu.