Zdrowy brud

Mniej więcej od renesansu aż po koniec XVIII wieku lęk przed wodą był powszechny wśród arystokratycznych warstw europejskiego społeczeństwa. „Dobrze urodzeni” myli się rzadko, prawdopodobnie rzadziej nawet niż biedota miejska. Król francuski Henryk IV słynął z tego, że roztaczał wokół siebie koszmarny fetor, a gdy w roku 1601 urodził się jego syn, przyszły monarcha Ludwik XIII, też nie przesadzano z ablucjami – dopiero po sześciu tygodniach lekko umyto mu głowę, do dziewiątego miesiąca życia nie czesano wcale, nogi obmyto mu w letniej wodzie, gdy skończył pięć lat, a pierwszej kąpieli, z zachowaniem wszelkich środków ostrożności, doświadczył dopiero w wieku siedmiu lat; został wykąpany „po raz pierwszy w wannie, pospołu z Madame”, czyli swoją siostrą, jak odnotowały to kroniki dworskie. Angielska królowa Elżbieta I, szesnasty wiek, mogła więc w tej sytuacji uchodzić za wyjątkową czyścioszkę, bo zażywała szybkich kąpieli raz w miesiącu, a do tego, jak sama zastrzegała „niezależnie od tego czy było to konieczne czy nie”. Wiek następny obnosił się już brudem ostentacyjnie: król Jakub I mył jedynie palce, i też ani przesadnie często ani zbyt dokładnie, a Ludwik XIV przez całe swoje życie naraził się jedynie na dwie kąpiele.

Przekonanie, że biedni są znacznie brudniejsi niż bogaci jest więc stosunkowo nowe, pojawia się dopiero na początku wieku dziewiętnastego. Można śmiało założyć, że w poprzednich epokach panował w tej kwestii swoisty egalitaryzm – warstwy zamożne musiały być równie brudne, a być może brudniejsze niż ich biedni poddani. Wiązało się to z rozpowszechnionym wówczas poglądem, że woda posiada groźne właściwości przenoszenia wszelkich chorób, czyli biorąc logicznie, zachowanie zdrowia polegało na unikaniu kontaktu z tą substancją. Brud był więc wymogiem higienicznym, który dawał pewną szansę na ucieczkę od roznoszonych przez wodę chorób, a ludzie bogaci, co zrozumiałe, dysponowali znacznie większymi możliwości, by skutecznie przestrzegać tak pojętej „higieny”. A w sytuacji szczególnie uprzywilejowanej byli władcy – ich doczesne członki miały przecież żywotne znaczenie dla państwa, a tym samym były najskuteczniej chronione od straszliwej zarazy zwanej wodą. Szczęśliwie dla nich mogli być brudniejsi od swoich poddanych.