Tempora mutantur et nos mutamur in illis ? Czyżby ? Cypriana, biskupa Kartaginy z II wieku, oburzała do żywego pewna nabożna chrześcijanka, która często uczestniczyła w mieszanych kąpielach w miejskich termach, co w tamtej epoce najwyraźniej wciąż jeszcze było czymś zwykłym i praktykowanym. Kobieta, która wcześniej złożyła śluby czystości, broniła się twierdząc słusznie, że nie ponosi odpowiedzialności za reakcje ludzi, którzy spoglądają na jej nagość. Mnie zależy jedynie na odświeżeniu i obmyciu umęczonego ciała, argumentowała. Taka kąpiel kala – grzmiał biskup – Nie oczyszcza i nie obmywa członków, a je brudzi. Ty sama nie patrzysz na nikogo nieskromnie, ale na ciebie tak patrzą, nie kalasz swych oczu plugawym zachwytem, ale zachwycając innych, sama się kalasz. Innymi słowy, biskup uważał, że to kobieta ponosi pełną odpowiedzialność za pożądanie, jakie może wzbudzać u prymitywnych osobników jego płci, a najpewniej i w nim samym. Czym współcześni stróże obyczajności, którzy chętnie winią kobiety za popełniane na nich gwałty, bo odważyły się wyjść na ulicę w „nieskromnym” stroju, różnią się od tego kołtuna z II wieku? Czasy może i zmieniają się, ale czy i my zmieniamy się wraz z nimi?