Sześciu z Calais

We francuskim mieście Calais znajduje się pomnik, wykonany przez Rodina. Jest to pełna wyrazu, dramatyczna rzeźba, składająca się z sześciu odlanych w brązie postaci naturalnej wielkości. Upamiętnia ona pewne zdarzenie z pierwszej połowy XIV wieku, gdy sprawca wojny stuletniej, angielski król Edward III, oblegał Calais. Miasto broniło się dzielnie i uparcie, a kiedy upadła nadzieja na odsiecz, stanęło przed widmem kapitulacji, rabunku i zniszczenia. Butny Edward III „łaskawie” zgodził się poniechać ukarania całego miasta za jego nieposłuszeństwo i opór pod warunkiem, że sześciu szanowanych i ważnych obywateli miasta dobrowolnie zgodzi się na śmierć przez powieszenie. Pomysł godny psychopaty, ale zapewne był przekonany, że nie znajdą się chętni na dobrowolną śmierć, a to pozwoli mu upokorzyć miasto jeszcze bardziej. Stało się inaczej. 4 sierpnia 1347 Eustache de Saint-Pierre, Jean d’Aire, Jacques i Pierre de Wissant, Jean de Fiennes i Andrieus d’Andres, sześciu obywateli Calais, stawiło się w angielskim obozie boso, ubrani tylko w koszule, ze sznurami na szyjach. Zgodzili się z własnej woli umrzeć za swoje miasto i jego pozostałych przy życiu mieszkańców.  Oficjalnie ich śmierć miała okupić straty poniesione przez Edwarda podczas oblężenia, choć nikt go tam nie zapraszał, a w istocie zadośćuczynić jego próżności i pysze.

Patrząc na ten ciemny i mroczny pomnik zastanawiam się, czy i obecnie, w naszych światłych i wspaniałych czasach, również znalazłoby się sześciu szanowanych i ważnych obywateli, którzy postąpiliby podobnie w takiej samej sytuacji. Bardzo chciałbym w to wierzyć, ale jakoś nie wierzę. Intuicja podpowiada mi, że nie żyjemy już w czasach w których szanowani i ważni obywatele oddają cokolwiek, a zwłaszcza życie.