Prawo pierwszej informacji

W pewnym sensie wszyscy jesteśmy konserwatystami, bowiem i nasz mózg jest sam w sobie konserwatywny. Można to nazwać „prawem pierwszej informacji” – do pierwszej informacji,  jaką dostajemy na jakiś temat, przywiązujemy się niemal niewolniczo i nadajemy jej większą rangę niż późniejszym, a pozbycie się jej lub choćby jedynie drobna modyfikacja przychodzi nam z ogromnym trudem. Zakładając, że w ogóle jest to możliwe. Nic innego nie przykleja się do naszego mózgu równie skutecznie jak to, co dotarło do nas jako pierwsze. Nawet jeżeli z czasem pojawiają się jednoznaczne i przekonywujące dowody na to, że nasz point of view jest błędny, my i tak rozpaczliwie walczymy o to, by zachować go i znajdziemy setki argumentów, by obronić przed „skasowaniem” czy choćby tylko modyfikacją. W takim samym stopniu dotyczy to zresztą poglądów politycznych jak zwyczajów śniadaniowych. I nie sądzę, by była to wyłącznie kwestia zwykłej niechęci do zmiany przekonań czy też nadmiernego do nich szacunku. To nasze wyposażenie wydaje się być raczej strukturalne. Trzeba mieć niepospolity charakter i dużo odwagi, by przyznać sobie prawo, a tym bardziej obowiązek, do korygowania rzeczywistości. Każda zmiana czy kasacja pierwszej informacji boli. I długo pozostawia po sobie pustkę.