Są takie pokolenia, które wznoszą katedry i pomniki, dokonują wielkich odkryć, pozostawiają po sobie imponujące mauzolea i świątynie, wspaniałe obrazy, rzeźby, powieści i symfonie, nie tylko dokumentując tym swój czas, ale i odmieniając i wzbogacając także naszą rzeczywistość. To właśnie te pokolenia budują naszą pamięć, pamięć, która choć zawiera przeszłość, to zawsze wybiega w przyszłość.
I są również pokolenia, podobne wiciowcom czy orzęskom, bezpłciowe, agamiczne pokolenia, obarczone płaczliwą ojkofobią, które nie tworzą wielkiej literatury, ale z iście inkwizytorskim zapałem oddają się cenzurze wybitnych powieści, „poprawiając” lub usuwając z nich to, co uznają za „politycznie niepoprawne”, pokolenia, które nie wznoszą pomników, bo nie mają komu je stawiać, ale ze wściekłością obalają pomniki już istniejące, retuszują dzieła sztuki, choć sami żadnego dzieła nie są w stanie stworzyć, pokolenia, które z gorliwością sowieckich cenzorów kastrują encyklopedie i słowniki polując na „nieprawomyślne” i „kapitalistyczne” przymiotniki, smutne, karłowate pokolenia po których jedynym śladem ich istnienia będą zgliszcza wzniesionych przez nich stosów. Żyjemy właśnie w takiej epoce wiciowców.