Jesteśmy nieznośnie fizyczni i fizjologiczni. Głód, strach, pragnienie, ból, seks. Zwykły ból zęba jest w stanie zredukować naszą egzystencję, drobny atak migreny czy skaleczony palec. Nikt nie pisze traktatów filozoficznych i nie komponuje symfonii, gdy dopadnie go biegunka. Jesteśmy biologiczni, co znaczy, że w pierwszej kolejności musimy obsługiwać naszą biologię, zaspakajać nasze zmysły, każdy z nich, wzrok, słuch, dotyk, smak, węch. To prymarna sprawa. Dopiero potem możemy zacząć myśleć. Możemy, ale czy myślimy? Gdybyśmy byli szczerzy trzeba byłoby przyznać, że myślimy tylko „od święta”, myślimy rzadko, myślimy niechlujnie, mimo woli i byle jak. Ale myślenie nie jest prymarne. Myślenie jest efektem ubocznym naszej egzystencji – coś jak rozszerzone źrenice, gdy jest się zakochanym.