Ars longa?

Prawie nie znamy starożytnego malarstwa, ale nie znamy go nie dlatego, że nie istniało lub że nie było wybitnych malarzy. Istniało, a o antycznych malarzach, jak Apelles, Apollodoros z Aten, Arystydes z Teb, Melantios z Sykionu czy malarkach, jak Kalypso, krążyły legendy. Najpopularniejszą ze sztuk starożytności nie była wcale rzeźba, jak często sądzimy, lecz malarstwo właśnie, ale nawet najtrwalsze farby płowieją i ulatniają się. Także względnie „młode” dzieła malarskie, pochodzące sprzed dwustu, trzystu lat wymagają rozlicznych renowacji i bez mozolnej pracy konserwatorów niektóre z nich byłyby już prawie „martwe”. Malarstwo starożytne nie przetrwało, bo przetrwać nie mogło – nic z tego, co tworzymy nie jest wieczne. Odchodzi i znika wszystko, co powołujemy do życia, jedne rzeczy prędzej, inne później, ale nieubłagalnie i zawsze.

Rzeźby w metalu, a już zwłaszcza rzeźby w brązie, ulubionym surowcu antycznych rzeźbiarzy, choć trwalsze, także dzielą podobny los. Pod wpływem powietrza brąz utlenia się, co prawda głównie w warstwie zewnętrznej, bowiem przed korozją chroni go warstewka tlenku, patyna, ale już w kontakcie z wodą morską, przez działanie obecnych w niej chlorków, korozja zjada go szybko i skutecznie. Wiemy, że starożytni bardziej cenili brązy niż marmury i za atrybut greckiego rzeźbiarza być może słuszniej byłoby uznać tygiel niż długo, ale w tej konkurencji marmury wygrały zdecydowanie. To prawda, że brąz starzeje się bardzo elegancko, lecz i on koroduje, utlenia się i rozpada, a na domiar wszystkiego był zawsze cennym materiałem, a do tego stosunkowo łatwym do przetopienia, co spowodowało, że wiele antycznych rzeźb z brązu zmieniło postać przemieniając się w monety, broń lub narzędzia.

Dzieła w formie papierowych książek, choć wrażliwe na czynniki zewnętrzne, jak nadmierne nasłonecznienie czy wilgoć, w odpowiednich warunkach mogą przetrwać stosunkowo długo, lecz i ich żywot jest bardzo „doczesny”. Książki, które kupowałem w młodości, a które potem emigrowały razem ze mną i które wciąż dzielnie prężą się na półkach naszej biblioteczki, są już równie kruche jak wznoszone na plażach zamki z piasku. Nie, jeszcze nie rozsypują się przy dotyku. Są już jednak tak pożółkłe, łamliwe i delikatne, że czasem boję się je otwierać. Jedynym wiecznym materiałem do tworzenia, bosko wiecznym, choć tylko na naszą ludzką miarę boskości, okazał się najstarszy z nich – kamień. A przecież i on ulega przemianom. Piramidy maleją każdego dnia. Za tysiące lat, w miejscu, gdzie teraz stoją, pozostanie być może tylko małe piaszczyste wzniesienie, pagórek.