Rent a car. Przywłaszczyliśmy sobie ten wynalazek, ale nic zgoła nowego nie ma pod słońcem, jak głosi już Księga Koheleta. To prawda, nic nowego pod słońcem, zmieniają się jedynie formy i dekoracje. To Rzymianie wynaleźli wynajem wozów. Starorzymskie firmy rent a car uplasowane były zwykle na obrzeżach miast, w pobliżu bram miejskich, bo centrum, z wąskimi i ludnymi uliczkami, w ciągu dnia pozostawało zamknięte dla pojazdów. Przed wejściem do wypożyczalni widniała tablica informująca o typie pojazdów, którymi firma dysponuje oraz ceny wynajmu. Oferta nie była aż tak uboga, jak skłonni bylibyśmy sądzić i obejmowała nie tylko różnorakie wozy do transportu towarów, ale i lekkie pojazdy na wycieczki za miasto. Można więc było wypożyczyć mały, dwukołowy birota, który mógł pomieścić co wyżej dwie osoby lub essedum, przypominający poprzedni, lecz bardziej przestronny. Inną alternatywę stanowił covinnus, również dwuosobowy i stosunkowo niewielki, ale za to bardzo wygodny. Starorzymskie rent a car oferowały także znacznie większe, czterokołowe wozy z aż siedmioma miejscami zwane raeda lub podobne do nich o nazwie carruca. Różnica między nimi polegała na tym, że carruca posiadała dach, a niektóre miały nawet miejsca do spania. W raeda natomiast funkcje dachu pełnił zwykły płat materiału, przymocowany nad głowami podróżujących. Pod względem luksusu wszystkie przebijało carpentum, prawdziwy Rolls-Royce antyku, powóz dla elity, oferujący nieporównywalnie wygodniejsze wnętrze. Niestety, prawo do korzystania z tego luksusowego pojazdu mieli jak zawsze wybrańcy, czyli wysocy dostojnicy (pontifeksi), kapłani (flamini), matrony oraz westalki, a od czasów Augusta wykorzystywany był również jako środek transportu dla cesarzowych, głównie podczas wielkich uroczystości publicznych. Carpentum funebre były jeszcze bardziej okazałe, ale jak sama nazwa podpowiada, służyły do przewozu prochów i wizerunków zmarłych kobiet z rodziny cesarskiej. Nic jednak nie stało na przeszkodzie, by w pogodny, letni dzień pożyczyć essedum czy – jeżeli było nas na to stać – covinnus i wybrać się we dwoje na wycieczkę za miasto, choćby do malowniczego Tivoli lub do pobliskiej Ostii, by zjeść coś w tamtejszych tawernach lub podziwiać statki, powracające z odległych krain.