Ktoś w zręcznym sofizmacie zauważa, że jedynym usprawiedliwieniem kiepskiej literatury jest to, że dzięki niej wyraźniej widać dobrą. Czyżby? Dobra literatura nie potrzebuje tła z jeleniem na rykowisku, by ją rozpoznać. Myślę, że znacznie bliższe prawdy jest stwierdzenie, iż dzięki istnieniu dobrej literatury natychmiast i bezbłędnie rozpoznajemy kiepską.