O jękotach i pepusiach

Praca „Agresja językowa w polszczyźnie śląskiej (1845-1938)”. Wśród mnóstwa zawartych w niej językowych kuriozów można znaleźć urocze i wyjątkowo adekwatne słowo jękot, odnoszące się do kogoś, kto wiecznie narzeka oraz słowo pepuś, przez swoją miękkość szalenie trafny synonim fajtłapy. Człowiek bezwartościowy nazywany był słowem zwiędłoch, a osobnik niegodny szacunku to żadnik, dumny rzeczownik, który swój rodowód zdaje się wywodzić od zaimka żaden. Ty lącie, paskudniku, żadniku, strzępoku, gidem, pierónem, bestiją, nie jesteś godna stanąć gdzie insza” – to cytat z akt z 1864 roku, którymi ktoś został uraczony, poczuł się dotknięty i wniósł sprawę na sądową wokandę.

Nieco zaskakujące jest użycie słowa motyka na określenie kobiety lekkich obyczajów, jak i intymne miejsca kobiecej anatomii, choć wyzwiskiem częściej używanym w tym kontekście były słowa „wak i waka„, zapewne wywodzące się o łacińskiej vaginy. W roku 1897 pewna pokrzywdzona kobieta skarżyła się przed sądem na mężczyznę, który wyzywał ją słowami: ty waku gizdawy przepukły, bo ci inaczej niepowię, boś mnie 5 razy na siebie wciągała.

Zaskakująco odmienne znaczenie posiadało określenie dama, które dzisiaj kojarzy się z elegancją i wytwornością. Na Śląsku końca XIX wieku uchodziło bowiem za wyzwisko i występowało w połączeniu z innymi negatywnymi określeniami typu: krowa, szlondra, heksa, motyka, darmodaika i waka. Ciekawe, że w tym regionie kraju już wtedy osobę naiwną, którą łatwo jest oszukać, nazywano „jeleniem„, a słowo Jezusek odnosiło się do człowieka składającego fałszywe zeznania.