Latami przerabiał swoje powieści, poprawiał, wprowadzał nowe wątki i nowe postacie, wprowadzał nowe zdarzenia, rozwijał i uzupełniał już istniejące. Tym, którzy znali jego powieści chętnie opowiadał o wszystkich zmianach i poprawkach, jakich dokonał. Hojnie też dzielił się nowymi powieściami i opowiadaniami, ale niczego nie przenosił na papier, niczego nie zapisywał, niczego nie utrwalał i nigdy nie zabiegał o druk – sam był swoimi własnymi powieściami. Odeszły razem z nim. Być może właśnie tak powinny żyć i umierać książki.