Po co

Wśród porannych wiadomości informacja, że w dalekim Wietnamie za oszustwa finansowe została skazana na śmierć potentatka nieruchomości Truong My Lan. Filippides, ateński posłaniec, po wygranej bitwie pod Maratonem pobiegł do Aten, by obwieścić zwycięstwo i poinformować Ateńczyków o płynącej ku nim flocie perskiej. Miał do pokonania dystans 38 – 40 kilometrów. Nie wiemy w jakim czasie pokonał tę trasę, ale współcześni maratończycy potrzebują nieco ponad 2 godzin. Filippides po przekazaniu tej wiadomości padł martwy. Wieść o zwycięstwie nad Persami dotarła więc do Ateńczyków w tempie błyskawicznym, choć bez detali i szczegółów. Była to ważna wiadomość, dotyczyła ich życia.

Po jakim czasie dotarła do Rzymu wieść o zwycięstwie Cezara nad Ariowistem u stóp Wogezów czy o wyniku bitwy pod Alezją? Ile czasu zabierało przekazanie wiadomości o bitwach rozgrywanych przez legiony gdzieś na rubieżach ówczesnego świata, w Brytanii czy w królestwie Partów? Zapewne trwało to tygodnie, choć niejednokrotnie były to wiadomości, które decydowały o losach ówczesnego świata. Do mnie wiadomości z jakiegoś atolu Kiribati, mikroskopijnej kropki zagubionej w bezmiarze Pacyfiku, czy z procesu jakiejś Wietnamki, choć beznadziejnie bezwartościowe i pozbawione jakiegokolwiek odniesienia do mojej rzeczywiści, docierają w ciągu kilku minut. Po co?