Wbrew pozorom język staropolski był całkiem przyzwoicie wyposażony w terminy z zakresu schorzeń psychicznych. Melancholię określano słowem smutnodur lub zaduma. Histeria to napuszenie, lunatyzm to nocobłąd, nimfomanię zastępowano słowem chłopodur, a nostalgię bardzo adekwatnym słowem domarad. Słowo posępnica oznaczało depresję, śledziennictwo hipochondrię, a trwoga przysercowa to ataki paniki. Moim faworytem są określenia tęsknica, melancholia, której podłożem jest tęsknota nie wiadomo za czym, i domarad – tęsknota za domem, ojczyzną czy w ogóle nostalgia, którą jeszcze w poprzednim wieku nie tylko alieniści traktowali jako chorobę.