Botanicy, zgromadzeni na odbywającym się w Madrycie kongresie, dokonali sensacyjnego odkrycia – stwierdzili, mianowicie, że są rasistami i postanowili skończyć z tym raz na zawsze zmieniając nazwy wielu gatunków roślin, grzybów i glonów. Zmiana jest poważna, obejmuje bowiem ponad 300 osobników ze świata przyrody, które mają pecha posiadać w swoich naukowych nazwach termin „caffra”, stosowany w okresie apartheidu w odniesieniu do czarnych osobników w Południowej Afryce. Botanicy zdecydowali, że jest to obraźliwe dla afrykańskiej społeczności w tym kraju. Zmiana dotyczy zasadniczo tylko jednej litery; zamiast słowa „caffra” będzie to obecnie słowo „affra” sugerujące, że gatunek pochodzi z Afryki. Gideon Smith, taksonom roślin z Nelson Mandela University w RPA, który był inicjatorem tej akcji wyraził ogromną wdzięczność kolegom z całego świata, którzy wspierali nasze wysiłki, aby oczyścić nomenklaturę botaniczną z haniebnego, rasistowskiego języka.
Decyzja o zmianie nazw gatunków „caffra” jest pierwszym przypadkiem, gdy społeczność botaniczna dokonała takiej operacji nie z powodu istotnych względów naukowych, lecz z czystych powodów politycznych, ale debaty na ten temat stają się coraz częstsze także i w nauce. Entomolodzy na przykład zrezygnowali z używania nazw „cygańskie ćmy” i „cygańskie mrówki” uznając, że jest to wysoce obraźliwe wobec Cyganów, czy jak kto woli Romów. American Ornithological Society również dokonało zmian nazw gatunków ptaków, noszących imiona ludzi uznawanych obecnie za rasistów lub kolonizatorów. Ciekawe, że kiedy jakiś czas temu toczyła się ożywiona dyskusja w związku z nazwami zwierząt nazwanych na cześć Adolfa Hitlera (Rochlingia hitleri, chrząszcz) i Benito Mussoliniego (Hypopta mussolinii, ćma), Międzynarodowa Komisja Nomenklatury Zoologicznej zdecydowanie sprzeciwiła się zmianie ich nazw naukowych. Prawdopodobnie z tego powodu, że ani ćmy ani chrząszcze nie wyraziły w tej sprawie żadnych zastrzeżeń czy protestów.
Pewna moja znajoma, która spędziła wiele lat na emigracji w Argentynie, pytana o charakter Argentyńczyków odpowiadała, że przeważnie są to przeuroczy ludzie, choć niesłychanie wrażliwi i drażliwi, i łatwo ich dotknąć czymś lub urazić. W czasach, gdy dysfemizm nie był jeszcze zjawiskiem tak powszechnym jak obecnie mawiała, że Argentyńczycy są wspaniali, ale mają szklane dupy. Może mylę się, ale coraz częściej mam wrażenie, że cały świat upodobnił się do Argentyńczyków i zaczyna mieć szklaną dupę. I nie jest to optymistyczny akcent.