Jednym z nielicznych prawdziwych spostrzeżeń dziedziny zwanej psychologią jest to, co nazywa się w niej iluzją wstrząsu, czyli naszej tendencji do wyolbrzymiania intensywności i długości przyszłych stanów emocjonalnych. I tak w przypadku szczęścia spodziewamy się zwykle znacznie większej porcji radości niż ta, którą potem odczuwamy w rzeczywistości, a w przypadku spodziewanego nieszczęścia z reguły zawsze spodziewamy się większego bólu. W pierwszym przypadku pojawia się uczucie niedosytu, ale w drugim też nie odczuwamy ulgi – co wyżej zaskoczenie.