Absurdy Biblii. Bóg stwarza Raj, stwarza parę ludzi, stwarza drzewo poznania i stwarza węża. Wąż, podstępny, ale przecież boski produkt, sugeruje Ewie, że może zjeść owoc z drzewa poznania. Owoc wygląda smakowicie, załóżmy, że było to jabłko, choć może był to granat lub figa. Ewa jest wystraszona, słyszała o przykrych konsekwencjach takiego czynu, lecz wąż umiejętnie rozprasza jej obawy: ależ skąd, nie spotka ją nic przykrego, nie będzie miała nawet niestrawności, przeciwnie, stanie się mądra, zdobędzie wiedzę, która pozwoli jej odróżniać dobro od zła. Ewa nie wie jeszcze co to dobro i zło, ale chce być mądra i trudno ją za to winić. Zjada więc jabłko, granat lub figę.
Jeżeli założymy, że biblijny Bóg jest wszechmocny i nieomylny, to nie mógł nie wiedzieć, że Ewa zje owoc z drzewa poznania, zwłaszcza, że specjalnie w tym celu stwarza węża, który ma to spowodować. Ewa nie ma żadnej opcji w tej sytuacji. Nie ma żadnych szans, nie może dokonać żadnego świadomego wyboru, przed zjedzeniem jabłka jeszcze nie potrafi przecież odróżnić dobra od zła. Bóg karze ją za przekroczenie zakazu, ale niezasłużona to kara. Kara miałaby sens, gdyby Ewa rozumiała swój czyn, gdyby była świadoma istnienia dobra i zła. To jednak przychodzi dopiero post factum. Bóg więc zaplanował, że Ewa zje jabłko, Bóg życzył sobie, by tak się stało, Bóg zaaranżował to zdarzenie. Nie oskarżajmy węża. Był on jedynie narzędziem – w Raju nic nie dzieje się bez wiedzy i zgody Boga. l’etat c’est moi.