Podobno zdarzają się przypadki „samobójstw” wśród zwierząt, choć sądzę, że określenie to jest tylko wyrazem naszej niewiedzy, a mechanizm takich zachowań wśród zwierząt nie ma nic wspólnego ze świadomym wyborem. W gruncie rzeczy jesteśmy jedynym gatunkiem, który odbiera, niszczy, zatruwa, marnotrawi czy rujnuje życie nie tylko innym, ale i sobie, jedynym gatunkiem, który wyraża otwartą pogardę wobec życia i jedynym, który ceniąc sobie życie i jego przyjemności, zdumiewająco często lekceważy je i ma za nic. Jeśli pominąć te wielkie, ostateczne gesty, mors voluntaria, jest jeszcze gorzej – niemal każdego dnia każdy z nas manifestuje na setki sposobów (przez niezadowolenie, grymaszenie, narzekanie, nudę, melancholię, depresję, frustrację, ustawiczne żale, fochy, malkontenctwo, przygnębienie, skargi, użalanie się, utyskiwanie, smutek i złość, zamartwianie się, zniechęcenie i żałobę, tudzież dziesiątki, dziesiątki innych), jakim przekleństwem i utrapieniem jest dla niego życie. Gdy uważniej przyjrzeć się naszym codziennym gestom, nie można nie uznać, że skazano nas na życie, że żyjemy za karę.