Czytam pracę J. Molendy „Podboje Boya”. Mężczyźni tamtej epoki widzą i zachwycają się oczami kobiet: „niebieskofiołkowe”, „chłodne i tajemnicze jak fiordy”, „uwodzicielskie” „przenikliwie i wyzywające”, „fascynująco odważne”, „łagodne i mądre”, „ciekawie patrzące na rzeczy poza czasem”, „oczy figlarne i prowokujące”, etc. W żadnym ówczesnym opisie kobiety nie mogło zabraknąć epitetów dotyczących jej oczu. Oczy kobiet były ważne, kobieta była zjawiskiem, wobec zjawisk nie przechodzimy obojętnie, a epitet jest najstosowniejszym sposobem ich opisywania. Epitet jest naładowany emocjami, określa stosunek patrzącego do tego zjawiska, zdarzały się więc nawet epitety superlatywne, oczy „najpiękniejsze na świecie”, oczy „boskie”. W tamtych czasach kobiety posiadały oczy. Dziś kobiety nie posiadają już oczu. Nikt nie zachwyca się nimi, ale nie da się zachwycać tym, co nie istnieje. Kobiety utraciły oczy. A może to mężczyźni utracili wzrok? Jakkolwiek by jednak nie było, z naszej rzeczywistości znikło coś bardzo ważnego.