Francis Fukuyama. Zdaje się, że zachodni neoliberałowie postanowili zbudować Brave New World według jego recepty, co znaczy, że ma to być państwo uniwersalne, a więc państwo, które respektuje obywateli nie ze względu na etniczną czy też rasową przynależność, lecz ze względu na ich człowieczeństwo. Obawiam się, iż mamy prawo podejrzewać, że jest to utopia typu Christianopolis, idealnego miasta wyśnionego przez Valentina Andreae. Zbudowanie społeczności w oparciu o ideę czegoś tak abstrakcyjnego jak człowieczeństwo jest ideą jeśli nie zbrodniczą, to co najmniej niedorzeczną. I niewykonalną. Na tej zasadzie nigdy nie powstała jakakolwiek kultura, która posiadałaby choćby minimalne zdolności homogenizacyjne, a w tym wypadku jest to warunek sine qua non. Marzycielom należałoby zadedykować wspaniałe westchnienie starożytnego poety greckiego Menandera, twórcy greckiej komedii: Jaką wdzięczną rzeczą jest człowiek, jeśli jest człowiekiem. Problem w tym, że człowiek i w jego czasach, a więc 300 lat przed naszą erą, i obecnie, niewiarygodnie rzadko bywa człowiekiem. Podejrzewam, że z jakichś przyczyn bardzo tego nie lubi.