T. naprawdę stara się żyć zdrowo. Żadnych produktów przetworzonych, T. nie je byle czego, wszystko ma być świeże i najlepiej lokalne, trenuje dwa razy w tygodniu, tańczy w jakimś zespole, pływa regularnie, dba o kondycję, lampka wina co wyżej raz w tygodniu do dobrego obiadu, papierosów nigdy nie paliła, żadnych chipsów, słodyczy i używek, stara się wysypiać dobrze, poza weekendami jest w łóżku jeszcze przed dziesiątą i nawet głosuje na „zielono”, bo uważa, że życie ma być ekologiczne. Poza tym chętnie dzieli się swoimi doświadczeniami o tym, jak dbać o zdrowie. Podziwiają ją niemal wszyscy nasi znajomi, z wyjątkiem tych, którzy jej zazdroszczą. Ja jej nie zazdroszczę, bo uważam, że życie ekologiczne jest co wyżej ćwierć życiem, a ponieważ mam tylko jedno życie, więc nie stać mnie na aż taką rozrzutność. Ostatnio wydarzyło się jednak coś, co spowodowało, że zwątpiłem w jej zdrowe życie, a jeszcze bardziej w jej zdrowy rozsądek. Mianowicie, T. ujawniła nam swój nowy tatuaż (zgrabny elf w typie Tinker Bell na prawym ramieniu), podkreślając z dumą, że to już ósmy.
I to jest coś, czego nie pojmuję. Nie pojmuję, jak można głosić zdrowe życie, a jednocześnie pakować w swoje ciało sporą listę pierwiastków z układu okresowego. Tatuaże wykonuje się przecież, jak wiadomo, tuszem. Tusze to substancje syntetyczne, głównie węglowodory, czyli pochodne ropy naftowej, zawierające między innymi nikiel, kadm, kobalt, chrom, miedź, aluminium i mangan, a niektóre barwniki, jak czerwony, posiłkują się jeszcze solami rtęci i cyjankami. Wymienione substancje nie brzmią ani zdrowo ani ekologicznie ani, tym bardziej, bezpiecznie, i takowe nie są, a na dodatek, aby zapewnić trwałość tatuażu tusz wstrzykiwany jest do skóry właściwej, czyli miejsca bogato unaczynionego i unerwionego, co musi powodować ogromne ryzyko mutacji w procesie namnażania limfocytów – a te przecież reagują na tusz jako na materiał niepochodzący z organizmu. Dochodzę więc do wniosku, że T. stara się żyć zdrowo, by móc jak najdłużej popełniać samobójstwo. Ciekawa kombinacja.