Wtedy i dziś

Mówiąc o podbojach arabskich w VII wieku rzadko, jeżeli kiedykolwiek, bierzemy pod uwagę fakt, że to wtedy właśnie, przez radykalne odcięcie Wschodu od Europy, niemal doszczętnie zniszczona została wspaniała tysiącletnia jedność świata śródziemnomorskiego. Arabski podbój rozdzielił świat Zachodu, wówczas od dawna już pozbawiony życia miejskiego, od Wschodu, gdzie mimo wszystko wciąż jeszcze trwały, choć w bardzo już zmienionej formie, miasta okresu rzymskiego. Świat arabski nie miał w tym względzie nic do zaproponowania. Różnica między antycznym polis, a arabską mediną jest kolosalna: miasta rzymskiego Cesarstwa cieszyły się samorządem, sprawowanym przez wielkich właścicieli ziemskich, którzy rywalizowali między sobą w fundacjach i subsydiach na rzecz ich własnych społeczności – to właśnie dzięki nim antyczne ruiny Bliskiego Wschodu pełne są kolumnad, bazylik, łaźni, teatrów i świątyń. Jednak grupa ta praktycznie zaczęła zanikać już pod koniec VI wieku. W nowych sponsorów przeobrazili się przedstawiciele religii, biskupi – budowle monumentalne późnego antyku to już niemal wyłącznie kościoły. Jest w tym analogia do miast islamskich, gdzie budynki publiczne to także głównie meczety, fundowane przez władców. Głównym punktem tych miast jest jednak bazar, arabski suq, daleki od jakichkolwiek cech monumentalizmu. Dominująca grupa ludności w mieście islamskim to kupcy, a im obce były polityczne ambicje dawnych oligarchii, a więc w miejsce prostokątnej siatki ulic, amfiteatrów, bibliotek, wspaniałych rezydencji i innych budowli użyteczności publicznej pojawia się do dziś charakterystyczna dla Wschodu plątanina zaułków i ukrytych przed obcymi nieregularnych podwórek.

W basenie Morza Śródziemnego przez całe tysiąclecia powstawały, rozwijały się i upadały państwa, przemieszczały się różne ludy i nacje, rodziły się i umierały różne społeczeństwa, ale kulturowa jedność tego świata niewzruszenie trwała. Tę jedność zniszczył dopiero podbój arabski. I nadal niszczy.