Niemiecka minister spraw zagranicznych Annalena Baerbock wybrała się przed kilkoma dniami z kurtuazyjną wizytą do nowych władz Syrii. Abu Muhammad al-Dżaulani, syryjski dżihadysta, wpisany na listę najbardziej poszukiwanych terrorystów świata, za głowę którego wyznaczona jest przez Amerykański Departament Stanu nagroda w wysokości 10 milionów dolarów, a aktualny szef Syrii, nawet nie raczył podać jej ręki przy powitaniu. W fotografiach prasowych Organizacji Wyzwolenia Lewantu – wypróbowaną metodą afgańskich talibanów – starannie zamazano wszystkie postacie kobiet, które brały w tym udział. Obecny na tym spotkaniu francuski minister spraw zagranicznych, Jean-Noël Barrot, poinformował nieco wcześniej, że „otrzymał zapewnienia od nowych władz syryjskich, iż w przemianach politycznych zapewniony będzie szeroki udział kobiet”. A on, inteligentny francuski dyplomata, nawet w to uwierzył.
Przypomina to tzw. „Sofagate”, gdy przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen odmówiono zajęcia honorowego miejsca podczas wizyty w Turcji w 2021 r. w wyniku czego poczuła się, bidulka, jak powiedziała później, „zraniona” i „samotna”, obwiniając o to, oczywiście, zwyczajny seksizm. Mam pytanie: czy nikt nigdy nie poinformował te europejskie pseudokrólewny, że w tradycji islamskiej kobiety są dobre tylko i wyłącznie do gwałcenia i produkcji małych dżhadystów?